Schetyna zaprezentował się jako zawodnik wagi ciężkiej – spokojnie doceniał pozytywy i celnie punktował Ministra W. Waszczykowskiego. Zaczepkę z sali odbił z łatwością strząsającego muchę. Kolegom klubowy zostawił jeszcze 50 minut. Petru, wykorzystał cały klubowy czas. Jego nadmiar względem wygłaszanych treści zmuszał go, by, po wyczerpaniu meritum (m. inny cenny passus o dwoistości narracji PiS – tej proeuropejskiej i dyplomatycznej i tej ksenofobicznej z klubowych szeregów. Gdy w ostatnich minutach, „z wysokiego C” - niczym premier, przeszedł do prezentacji trzech celów, jakie jego zdaniem ma mieć polska polityka zagraniczna, wdał się w pyskówkę z szarym posłem PiS ze środkowych rzędów. To wystąpienie ujawniło cały zestaw chwytów przewodniczącego Petru, ma ich o dwa lub trzy więcej niż aktorka serialu grająca „dwoma minami”. Wyszło chaotycznie i niespójnie, dużo „pracy nogami” (w tym przypadku rękami) jak u zawodników klasy średniej. Pracowity Kosiniak-Kamysz (z natury waga lekka) łączył styl prymusa z zaczepkami Petru – mimo pozornie mniejszej swady, był w tym bardziej naturalny i przekonywujący, bo skupił się na tym, czym się zna - rolnictwie i eksporcie żywności.
Z wystąpienia reprezentanta Kukiz-15, w świadomości nie zostało nic. PiS miał problem jak zużyć tak wielką ilość czasu – trwały wtórne, wielominutowe, politruckie tyrady. PO podzieliła tematy – o obronności i relacjach z NATO mówił T. Siemoniak, temat Polska - Unia Europejska rozwinął R. Trzaskowski, partnerstwo wschodnie przypadło R. Tyszkiewiczowi, potem jeszcze kilka dobrych, fachowych głosów. Z Nowoczesnej nie wystąpił już nikt i nie był to tylko problem limitu czasu. Warto nadmienić, że Pani Premier i Min. Waszczykowski wyszli tuż przed wystąpieniem R. Petru.
