O autorze
25 lat temu, by tworzyć Wolną Polskę pozostawiłem geologię, swój ukochany zawód. Po latach pracy w samorządzie terytorialnym i administracji rządowej oraz zbierania doświadczeń (własne inicjatywy prorozwojowe, aktywność trenerska i ekspercka - konsumowana m. innymi w publikacjach i w ramach Forum Debaty Publicznej Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, bycie 8 lat wojewodą) mam ukształtowane poglądy i propozycje związane z mechanizmami rozwoju i obywatelskiego weń zaangażowania. Moim „dzieckiem” jest odnowa wsi - metoda rozwoju obszarów wiejskich, którą przeniosłem na krajowy grunt z Niemiec i Austrii. Aktualnie pracuję nad utworzeniem ogólnopolskiej Sieci Najciekawszych Wsi i ratowaniem dziedzictwa kulturowego Pokoju na Opolszczyźnie. Podróżuję i fotografuję, nade wszystko bacznie obserwując jak zmienia się europejska rzeczywistość i Polska – kraj bynajmniej nie w ruinie!

Masz ty wójcie jakieś wsparcie?

Co robić, gdy mechanizm aktywizacja – dotacja wyczerpał się?

Sołtys mojej wsi (83 mieszkańców) zmobilizował kilka osób, by w pasie drogowym drogi wojewódzkiej wyciąć samosiejki i zwisające gałęzie drzew niebezpiecznie ograniczające widoczność przy włączaniu się do ruchu przy wyjeździe ze wsi. Akcję poprzedziły zabiegi, by uzyskać stosowną akceptację zainteresowanych zarządców drogi i lasu. Zatem to mieszkańcy małej wsi wyręczyli szczebel regionalny z obowiązku, z którym ów szczebel sobie na czas nie radził. Oto ciekawy przykład odwrócenia zasady subsydiarności i inspirujący do refleksji nad mocą sprawczą społecznego zaangażowania.
Aktywizowanie społeczności lokalnych należy do kanonu wszelkich strategii rozwoju obszarów wiejskich, poczynając od gminnych po krajową - akceptowaną przez Radę Ministrów. Aktywizacja ma być motorem rozwoju endogennego, czyli w oparciu o drzemiące zasoby własne i samodzielnie ustalony kierunek i charakter zmian, czyli strategię. Niemniej oddolny rozwój wymaga wsparcie działań przez poziom wyższy. Przykładowo: wieś planuje wykonanie siłowni w pomieszczeniach wiejskiej świetlicy, to wykonalne – ma do dyspozycji instrument w postaci funduszu sołeckiego umocowany w budżecie gminy. Gdy plany jednak dotyczą budowy świetlicy, musi wkroczyć gmina jako beneficjent unijnej pomocy lub podmiot wykładający środki własne. To modelowy przykład działania zasady subsydiarności (gdy problem przekracza możliwości danego szczebla, wówczas wkracza poziom wyższy) - bez tego rozwój oddolny nie jest możliwy. Ugruntowany w Polsce mechanizm powiązania aktywizacji z dotacją działa w typowej sytuacji: potrzeba społeczna – instrumentarium interwencji. Gdy społeczność jest aktywna, rośnie prawdopodobieństwo pozyskania dotacji na zaspokojenie jej potrzeb. Co jednak w sytuacji, gdy kwestia rozwoju danego miejsca nie dotyczy prostego zaspokojenia potrzeb zbiorowych, a dotyka samego rdzenia problemu – pracy i poczucia braku szans życiowych? Stan taki wszędzie jest stałym problemem obszarów wiejskich konfrontowanych z magią przyciągania metropolii, a w krajach na dorobku dodatkowo zestawianych z perspektywą zarabiania „na Zachodzie”. To wysysa młodych i pozostawia swemu losowi starszych - pustoszeją domy i całe wsie. W takiej sytuacji utarty mechanizm aktywizacja – dotacja zawodzi. Kolejna dotacja, która np. poprawia infrastrukturę społeczną, niewiele zmienia. Procesy depopulacji i starzenia się społeczeństwa biegną dalej niewrażliwe na najlepszą nawet lokalną strategię. To konsekwencja doby globalizacji i metropolizacji - peryferią staje się wszystko, co nie jest dużym miastem lub lokalizacją firm globalnych.
To moment na interwencję poziomu wyższego. W krajach realnie rozwiązujących problemy na obszarach wiejskich (np. Niemcy, Austria) działa szczebel regionalny – land. Jego management potrafi zaprząc mechanizm „aktywizacja – dotacja” w duże koncepcje regionalne, dając synergię działaniom lokalnym oraz efekt skali, tak ważny dla kreacji produktu regionalnego, np. turystycznego.
W Polsce formalny odpowiednik landu - samorządowe województwo, ma na głowę mieszkańca, licząc w euro, ok. 30 - 40 razy mniej środków niż land austriacki czy niemiecki. W istocie jest ono maszynerią dystrybucji unijnej kasy, bez pieniędzy na własną politykę regionalną. Pojęcie „własna” oznacza bowiem zdolność do działania w oparciu o własne reguły i dochody, a te są zbyt skromne nawet na zadania obligatoryjne (awantura o tzw. janosikowe).



Potrzebujemy zatem zdecydowanego wzmocnienia samorządu województwa poprzez radykalne powiększenie dochodów własnych i przekierowanie jego uwagi z wydatkowania środków unijnych na używanie własnych. To jednak zbyt mało - potrzebujemy zastosowania mechanizmów reindustrializacji, urbanizacji i rewitalizacji. W węzłach sieci osadniczej konieczne są strefy inwestycji przemysłowych prowadzone przez spółki (samorząd lokalny, banki, agencja rozwoju regionalnego), zachęcające lokalną preferencją podatkową, infrastrukturą i zaangażowaniem ośrodków naukowych. Kolejną dźwignią jest świadoma urbanizacja. Tej nie będzie bez przywrócenia obowiązującej w rozwiniętym świecie zasady, że korzyści z procesu urbanizacji ma ręka publiczna. W Polsce jest odwrotnie - całość kosztów ponosi gmina, zyski przechwytują właściciele odrolnionych gruntów. Sterownie deweloperskim ruchem mieszkaniowym i budową komunalnych mieszkań na wynajem eliminuje koszty rozpraszania zabudowy (wykorzystanie już istniejącej infrastruktury) oraz dostarcza przestrzeni publicznych tak ważnych dla jakości życia oraz organizacji zaopatrzenia i usług. Podobne efekty daje rewitalizacja jednostek osadniczych - nieraz obiekt za obiektem (o czym jeszcze napiszę). Na tej drodze kreuje się genius loci miejsca, przywraca społeczeństwu i aktywności gospodarczej zasoby kulturowe. Dając nowe funkcje, można z zamierających struktur wykrzesać nowe życie. To należy powiązać z otwarciem komunikacyjnym i kooperacją z miastami (np. poprzez prosenioralne usługi zdrowotne i społeczne). Wówczas nastąpi dopływ ludzi i szans życiowych.
W przemianach tych stan aktywizacji podnoszony jest do poziomu partycypacji. Społeczności lokalne i indywidualne osoby (właściciele nieruchomości, rolnicy, przedsiębiorcy) uczestniczą w decyzjach co do kierunku i sposobu dokonywania zmian. Nowy model rozwoju, jakiego potrzebujemy, wymaga tej wyższej formy organizacji ludzkiego potencjału, w którym nie decyduje jeden lider, a ich wielość. To może być trudne dla wielu samorządowców, którzy akceptują ludzką aktywność dopóki jakiś lider zbytnio nie wyrośnie.
Znam wiele społeczności lokalnych, które aktywnie pracowały przez lata i nagradzały je dotacje. Oczekiwany rozwój nie zaszedł. Mechanizm aktywizacja – dotacja trendu peryferyjności nie odczarował i depopulacji nie zatrzymał. Wezwanie władzy lokalnej „bądźcie aktywni” powinno spotykać się z pytaniem: „a jakie wójcie macie wsparcie?”. Wówczas jest szansa, że pytanie to powędruje wyżej.
Trwa ładowanie komentarzy...