O autorze
25 lat temu, by tworzyć Wolną Polskę pozostawiłem geologię, swój ukochany zawód. Po latach pracy w samorządzie terytorialnym i administracji rządowej oraz zbierania doświadczeń (własne inicjatywy prorozwojowe, aktywność trenerska i ekspercka - konsumowana m. innymi w publikacjach i w ramach Forum Debaty Publicznej Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, bycie 8 lat wojewodą) mam ukształtowane poglądy i propozycje związane z mechanizmami rozwoju i obywatelskiego weń zaangażowania. Moim „dzieckiem” jest odnowa wsi - metoda rozwoju obszarów wiejskich, którą przeniosłem na krajowy grunt z Niemiec i Austrii. Aktualnie pracuję nad utworzeniem ogólnopolskiej Sieci Najciekawszych Wsi i ratowaniem dziedzictwa kulturowego Pokoju na Opolszczyźnie. Podróżuję i fotografuję, nade wszystko bacznie obserwując jak zmienia się europejska rzeczywistość i Polska – kraj bynajmniej nie w ruinie!

Krowa i europejska solidarność

Fot. Ryszard Wilczyński
Przed marketem zachodniego koncernu w Sarandzie - głównym ośrodku turystyki Albanii, krowy grzebią w śmietnisku W tle duża unijna tablica – informacja o projekcie, niespecjalnie dużym (6,6 miliona Euro, donatorami UE i Niemcy), aczkolwiek ważnym - poprawa jakości wody i systemu zaopatrzenia miasta.

W Sarandzie wszystko zbudowano ciasno, zbyt ciasno, wklejono w zbocza - autokary brną beznadziejnie w sznurze samochodów korkujących jezdnie. Apartamentowce, hotele, restauracje zrobione z rozmachem, na wysoki połysk. Dalej od brzegu jeszcze się tworzy. Co krok betonowe klatki nowych konstrukcji i wyciągnięte pod kolejną kondygnację pręty zbrojeń. Nieład, choć winorośl porasta słupy i zbrojenia przerwanych budów. Każde puste miejsce z kożuchem śmieci Te kipią z przykrawężnikowych kontenerów. Po przejściu zawodowych przeszukiwaczy odpadów - odrażająco. Albanię cieszą 4 miliony turystów - wkrótce ta liczba się podwoi.

Spacer to tor przeszkód (uskoki chodnika na wysokość kolan, podjazdy, zwężenia, niezałatane dziury, sterczące obramowania drzew, urwiska bez ogrodzeń), slalom między pojazdami, omijanie pułapek schodów do przyziemi i na partery - interesiki, sklepiki, knajpeczki wszędzie tam gdzie kawałek budynku nadaje się już do użytku. Praca od rana do nocy. Skromny asortyment, często z deficytem standardu obsługi, nadrabia albańska serdeczność i uczynność. Na promenadzie ciasno i gwarno, swąd kukurydzy przypiekanej na grillach samoróbkach – biednie. Stragany epatują herbem Albanii. Niemal na wszystkim (flagi, ręczniki, koszulki, kubki, breloczki i setki innych bibelotów) na czerwonym tle dwugłowy czarny orzeł - jego 25 piór upamiętnia 25 zwycięstw Skenderbega na Turkami. To jedyny autentyczny albański motyw wśród panturecko-bałkańskiej tandety. Skanderbeg też na sprzedaż - świetna brandy (0,7 l po 5 Euro).

Za cieśniną, w 2 - 3 razy droższym Korfu, opór wszystkiego. Na starówce setki sklepików, barów i knajpek w przepięknych kamienicach we włoskich stylu (podupadłych, gdzieniegdzie idących w ruinę), turystów skromnie - może taka pora dnia. Praca? - jałowe czekanie aż ktoś coś kupi, zamówi. Gdzie Sarandzie do greckiej płacy i emerytury. Recepcjonistka hotelu, enklawie europejskiego standardu nad świetną plażą, bardzo młoda, zawsze uśmiechnięta, ma 180 Euro na miesiąc (w systemie 24/24 godziny). Wśród rodaków krąży opowieść o chłopaku, który dziennie wyrabia 600 pizz – za 200 Euro.


A gdyby 85 miliardów Euro, zamiast Grekom, w ramach europejskiej solidarności, udostępnić: Albańczykom z Albanii i Kosowa, Bośniakom, Czarnogórcom, Serbom i Macedończykom? – na drogi z wiaduktami i tunelami, lotniska, oczyszczalnie ścieków, sortowanie i składowiska odpadów, komunikację, Internet, a nade wszystko własne przetwórstwo i przemysł – na początek spożywczy, bo teraz niemal wszystko w sklepach z importu. Może Grecy, których gospodarka i tak nie stanie na nogi bez drachmy, mieliby z kogo brać przykład, a krowy ze śmietników w Sarandzie przegnałyby solidarnościowe projekty Europy.
Trwa ładowanie komentarzy...